Miesięczne archiwum: Listopad 2015

Nic nie pamiętam….

Wszystko zapominam, może prawie wszystko…. Dobre i złe, zwłaszcza złe chwile. Wszystko mi umyka, nic nie zostaje. Pamięć moja tkwi w moich opowiadaniach innym ludziom, lub sobie samemu. Co to znaczy, że się pamięta chwile młodości, dzieciństwa, to znaczy, że się je widzi w głowie jak w kinie? Ale tak samo się pamięta obejrzany film, lub książkę przeczytaną. Cała moja przeszłość jest jak książki dawno przeczytane i zapomniane, z których coś się wydobywa, bo zostało opowiedziane. Nie potrafię zrozumieć, że można się napędzać nieszczęściem przeżytym dawno, ale to teraz jestem taki mądry, kiedyś miałem gorzej. Myślałem, wspominałem, nakręcałem się, rozmowę prowadziłem z moim krzywdzicielem, argumenty wytaczałem i miałem rację. Teraz zapominam, kartka czysta, mogę dalej rozmawiać i smutno mi trochę, ale gadam dalej i ze wszystkich sił staram się zrozumieć i wytłumaczyć sobie postawę tego drugiego człowieka. Chyba życie jest łatwiejsze, bo mniej boli, ale sens umyka, bo jeśli wszystko co przeżywam staje się literaturą, czyli przestaje być realne, to po co się starać tak silnie? Realna dla mnie jest przyszłość i może trochę teraźniejszość, choć jej natury, a może tego czym jest odgadnąć jeszcze nie umiem. Tak, tak przyszłość jest realna, myślę o niej, o tym że będę malował, gdzieś pojadę, ale jaki to ma sens, kiedy jak wrócę z tego wyjazdu, to znowu myślę o przyszłości, a o tych pięknych wakacjach od razu zapominam. Turcja ostatnio, Meksyk kilka lat temu, Chiny strasznie dawno i wszystko było i jest literaturą nieopowiedzianą, bo przecież wszyscy też gdzieś byli i każdy by chciał to opowiedzieć, więc nie opowiadam, to po co jeździć, jak już nawet tego opowiadać nie ma komu (to jednak żart :). Czyli co ma sens? Dobre spędzenie życia tu i teraz, w tym łóżku w którym piszę te moje bredzenia o pamięci/niepamięci? Czyli nie mają sensu wyjeżdżanie i inne aktywności, bo zaraz o nich zapomnę….

Wszyscy na mnie krzyczą.

Wszyscy na mnie krzyczą, bo jestem bałaganiarz, a może nawet brudas (tego mi nie mówią, ale to  jest w podtekście). Brudas mieszkaniowy, bo higienę utrzymuję akceptowalną, kąpię się, golę itd. No więc mam zwykle w domu nieporządek, odkurzam i myję podłogi jak widzę, że trzeba. Mam też wiele rzeczy, które powinienem wyrzucić, a tego nie robię, więc jestem łatwym celem do połajanek, które akceptuję i się z nimi zgadzam. Oczywiście, że trzeba sprzątać, graty wyrzucać, ale czy trzeba o tym tyle gadać?

To moje bałaganiarstwo miało się kiedyś (w przeszłości) samo skończyć. Będąc nastolatkiem, a pewnie i wcześniej już byłem bałaganiarzem i z ogromną nadzieją czekałem na swoje osiemnaste urodziny. Pełnoletność jawiła mi się cudownym, uporządkowanym życiem, bo przecież każdy dorosły człowiek ma porządek w domu, tak jak moi rodzice. Osiemnastka się stała i nic się nie zmieniło. Dalej nieporządek trwał i trwa wokół mnie.

Piszę o tym, bo chyba kiedyś mieliśmy mniej czasu na rzeczy niespecjalnie ważne, albo tymi nieważnymi rzeczami po prostu się nie zajmowaliśmy. Teraz mamy telewizje śniadaniowe i programy tematyczne poświęcone kuchni, modzie, sprzątaniu i wielu innym aspektom życia codziennego i te codzienne czynności, kiedyś szare, niezauważalne teraz stały się jakieś ważne, jeśli nie najważniejsze. My wsie artisty (tak mawiał mój ojciec i pewnie kilka innych osób też) i to się ziściło, bo pan robiący jedzenie i pani sprzątająca mieszkanie są celebrytami telewizyjnymi na miarę przynajmniej…. tu chciałem wpisać nazwisko znanego malarza, ale się powstrzymałem. Teraz mi przyszła do głowy taka obrazoburcza myśl, że wszystko to przez emancypację i równouprawnienie, za którymi to zjawiskami bardzo jestem. Sprzątanie, gotowanie, to były kiedyś domeny kobiet i dalej chyba tak jest. I teraz te ich aktywności stały się równie ważne, co wszystkie inne.

I taki to mój coming out bałaganiarza. Obiecuję moim gościom, że będę się starał ich przyjmować w mieszkaniu w miarę uporządkowanym, ale ta miara uporządkowania będzie moją miarą.

P.S. Na drodze do porządku poczyniłem pierwszy krok, bo przekazałem wór kaset VHS Darkowi Pietraszewskiemu jako mój wkład w polską scenę muzyki improwizacyjnej.