Rodacy, możecie mieć miejsca pracy!

Od dłuższego czasu gnębi mnie myśl, jak tu przerobić naszą kochaną ojczyznę na krainę ogólnej szczęśliwości i chyba mam pomysł. Znaczącą inspiracją w moim dochodzeniu do tej idei był artykuł w Polityce o badaniach profesora Czapińskiego. Z tych badańwynika, że Polak szczęśliwy jest osobno. Nie jesteśmy absolutnie zainteresowani sytuacją na zewnątrz naszej rodziny, czy kręgu przyjaciół. Wystarczy, że nam jest dobrze i więcej nie trzeba. Pełna micha, działający telewizor (61% Polaków w wolnym czasie lubi oglądać telewizję, 29% lubi spać, a 28% preferuje nicnierobienie) to wystarczy nam do szczęścia. Wszelkie nasze buntowanie jest wtedy prawdziwe, gdy władza chce nam zabrać to co nasze i do czego się przyzwyczailiśmy i dlatego uważam, że wszelkie pomysły, żeby przeznaczać pieniądze unijne i nasze podatki na aktywizację wszelaką są bez sensu. Mój pomysł jest bardzo prosty: powinniśmy wszystkich, którzy pracy nie mają, a chcieliby ją mieć zatrudnić w urzędach. Jednego dnia wszystkich, oczywiście znienacka, przekształćmy w urzędników. Dlaczego nagle?Boję się, że to mogłoby się tak wszystkim spodobać, że niektórzy przesiębiorcy porzuciliby swoje interesy chcąc dołączyć do nowych, szczęśliwych biurokratów. Przedsiębiorcy i ich pracownicy są w moim pomyśle w jego początkowym okresie realizacji absolutnie niezbędni w miejscu w którym są, bo musimy pomysł jakoś sfinansować. Właśnie finansowanie nowej rzeszy urzędników musi mieć swoje źródło i tu nie widzę dużych problemów. Pieniądze będą z podatków i z Unii Europejskiej, bo już nie będziemy potrzebować kasy na aktywizację (wszyscy potrzebujący zostaną przecież zaktywizowani w jednej chwili), tylko na utrzymanie tej nowej aktywności w ruchu. Nowi urzędnicy wesprą starych w pisaniu wniosków i oczywiście w konsumpcji wszelkich dotacji. Mój pomysł tak na prawdę nie jest specjalnie nowatorski, bo jest on realizowany po cichu od lat przez kolejne ekipy rządowe i nie tylko. W ciągu ostatnich 25 lat liczba urzędników wzrosła trzykrotnie, a w ministerstwach panuje moda na mianowanie nowych wiceministrów i pełnomocników (wiadomosci.nf.pl). Przodują Ministerstwo Finansów (24 pełnomocników) i Sportu (Pani Mucha w samym 2013 mianowała już ponad 20). Oni, ci pełnomocnicy robią coś za ministra, lub ministrę. Ostatnio w Warszawie został mianowany dyrektor od estetyki miasta. Zawsze myślałem, że tą dziedziną zajmuje się architekt miejski, albo urbanista, a tu proszę miasto jest brzydkie, bo nie było odpowiedzialnego za estetykę. Teraz już będzie tylko pięknie, bo mamy urzędnika od piękna. Następnym krokiem musi być stworzenie urzędu od pustostanów, bo jak będzie ktoś się zajmował pustostanami, to one zostaną przerobione w większości na biura dla nowej armii urzędniczej i pustostany same znikną. Oczywiście mam pomysły na nowe urzędy, ale to jest absolutnie niepotrzebne, bo nowi urzędnicy dadzą sobie radę sami i szybko znajdą różne zajęcia i tylko się boję, że zaraz trzeba będzie zatrudniać nowych biurokratów, bo ten urzędniczy żywioł rozrasta się przez pączkowanie jak jest niczym nie ograniczany. To jest kłopot w jakiejś nie do końca widocznej dla mnie przyszłości, więc nie będę tym się teraz zajmował.

5X0A7191

Na zdjęciu korytarz sejmowy, w którym pomieści się wiele nowych biurek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *