Kominiarz.

Lecę śpieszę na spotkanie trochę spóźniony jestem na półpiętrze kominiarz, na plecach ma napisane, że kominiarz, więc z pewnością kominiarz i na dokładkę chochluje ze ściany brud, piach, sadzę, węgiel miałki, więc kominiarz na 150 procent i ja go mijam, bo się śpieszę, ale nagle słyszę panie, panie. Staję, odwracam się, a on czy ja mógłbym mu podpisać, bo on chodzi, pracuje, a nikt go nie widzi i on ma teraz takie kwitki i długopis i lokator jak podpisze to on ma dowód, że on chodzi pracuje i w ogóle. Ja oczywiście pan daje kartkę podpiszę bo wiadro pełne syfu brudu sadzy chociaż my mamy centralne, więc niewiadomo skąd to wszystko, ale podpiszę bo mu kazali wysłali i on grzecznie tyra. Kartki dwie takie same daje podpisuję, ale widzę, że to Żeligowskiego, a nie Żeromskiego, bo przecież jesteśmy na Żeromskiego i numer się zgadza, ale jednak adres inny i mu to mówię, że ulice mu się pomyliły, ale numer dobry i wykreślam mój podpis, bo przecież nie mogę mu podpisać, że był na Żeligowskiego, a on mówi no tak pomyliłem się, ale to dokończę, bo zacząłem i dobrze, że chce skończyć, to ja myślę, a nie on mówi, bo jakby nie, to musiał by ten syf, brud, sadzę, węgiel, piach za drzwiczki w ścianę wsypać i dopiero by bajzlu narobił, a tak robotę pozytywną wykona, chociaż nie tam, gdzie go wysłali, ale przecież robi, stara się, tylko nie wiem, czy zawsze gdzie indziej, ale chyba tak, bo mu te kartki dali, żeby udowodnił, że pracuje i pomyślałem przez chwilę, że mógłbym mu na tej kartce Żeligowskiego na Żeromskiego przerobić, ale już mi się wracać nie chciało, bo i tak na spotkanie spóźniony trochę byłem.